poniedziałek, 15 września 2014

Jak stworzyć wspaniałego mężczyznę

Żadna matka nie planuje wychować swego chłopca na maminsynka, chama i lenia. Wolałaby raczej, żeby wyrósł na wspaniałego mężczyznę, cokolwiek to w jej rozumieniu znaczy. Problem w tym, że jak przekonywująco wykłada autor książki "Ile znaczy mama", to kim stanie się jej syn, zależy przede wszystkim od niej.

 

Przed chłopcami stoi dziś wiele wyzwań, być może jest ich więcej niż kiedykolwiek.  O ile współczesne dziewczynki ceni się za zaradność, pewność siebie, przebojowość, a czasem za zwyczajne rozwydrzenie i bezczelność, to chłopiec powinien być silny, a jednocześnie wrażliwy, pewny swego, a do tego życzliwy i opiekuńczy. Psychologowie uczą dziś, że chłopcy powinni pozwalać sobie na łzy i umieć wyrażać uczucia, więc kiedy przejawiają naturalną dla swojej płci chęć rywalizowania, kontrolowania i sprawdzania swojej siły, nie do końca wiadomo co zrobić. Nie możemy im przecież pozwalać na bycie "agresywnym", w przeciwieństwie do dziewcząt, które są jedynie "śmiałe" lub "rezolutne". Czy nie jest trochę tak, że z jednej strony narzekamy na kryzys męskości, ale z drugiej w imię poprawności politycznej sabotujemy zdrowe chłopięce zachowania?

wychowanie blog

Niedobrze mi się robi od odkrywania "mojego kobiecego ja". Dziękuję bardzo, moje męskie "ja" w zupełności mi wystarcza. Założę się, że pod tym cytatem podpisałby się dziś niejeden duży i mały chłopiec.

Wśród wszystkich poradników i porad uczonym tonem uświadamiających rodziców o tym, jak krzywdzący bywa podział na zachowania damskie i męskie oraz krytykujących tradycyjne podejście do wychowywania chłopców, książka Kevina Lemana "Ile znaczy mama" to prawdziwie orzeźwiający głos. Co prawda, nie jest to lektura, która schlebia popularnym obecnie tendencjom wychowawczym, za to z pewnością przybliża mamom świat chłopców i pomaga zrozumieć specyfikę chłopięcego myślenia, które w oczywisty sposób różni się od mechanizmu rozumowania nawet najbardziej zawadiackiej dziewczynki.

Podtytuł książki autora bestsellerów na temat wychowania i relacji brzmi: Trwały ślad, który matka zostawia w życiu chłopca, i w tym zdaniu zawiera się główny sens przesłania doktora Lemana. Choćby mały mężczyzna próbował to głęboko ukryć, to nie na opinii taty, czy kolegów zależy mu najbardziej. "Ile znaczy mama" dodaje matkom skrzydeł tak, jak żadna ze znanych mi książek dla rodziców, ale z drugiej strony przypomina o ogromnej odpowiedzialności: to właśnie matka wyciska najbardziej trwałe, najgłębiej kształtujące piętno w życiu syna. Akceptowanie i wyrażanie swoich uczuć,  właściwe kierowanie emocjami, czy bycie otwartym i życzliwym, o których tak wiele się teraz mówi, to cenne umiejętności, ale jeśli chcemy uformować prawdziwie "wspaniałych mężczyzn", powinnyśmy przede wszystkim zastanowić się nad tym jak traktujemy swoich synów. Czy zawsze i bezwarunkowo okazujemy im szacunek i wiarę w ich możliwości, czy dajemy im odczuć, że są potrzebni i zdolni oraz czy rzeczywiście doceniamy ich męskie cechy (o ile rzeczywiście je cenimy). Zdaniem Lemana ślub swojego syna powinnyśmy zaplanować wkrótce po jego narodzinach, tak jak to, gdzie chcemy go widzieć za 5, 10 i 15 lat, co bynajmniej nie znaczy, że mamy przejmować kontrolę nad jego życiem. Kolejna rzecz, która odróżnia ten poradnik od innych książek dla rodziców to styl autora. Ciepły, dowcipny, bez psychologicznego zadęcia, za to trafiający prosto do matczynego serca, powoduje na przemian śmiech i wzruszenie.

To, co Kevin Leman doradza mamom od początku to: Pozwól synowi być chłopcem. Brzmi śmiesznie prosto, ale czy któraś z nas, drogie mamy, wie właściwie co to znaczy być chłopcem? Podejrzewam, że nawet te z nas, które sądzą, że znają chłopców na wylot miewają momenty zwątpienia. Doktor Leman nie daje gotowych recept na wszystko co według nas dziwaczne i niemądre w zachowaniu synów, zamiast tego tłumaczy z czego ono wynika i jak, zamiast chłopców zmieniać, mądrze nimi kierować. Dobre jest też i to, że wiele słów w jego książce dotyczy bezpośrednio matek, ich własnych doświadczeń i przejść, które mogą negatywnie rzutować na styl wychowywania syna. Chociaż nikt nie zna naszych dzieci tak dobrze jak my, to mimo wszystko poleciłabym każdej mamie konfrontację swoich wyobrażeń o tym, "co jest dla mojego syna najlepsze" z przykładami z życia i praktyki zawodowej autora. Może okazać się, że to, za co zwykle łajamy i piętnujemy naszych chłopców jest tym, co lepiej byłoby umiejętnie wspierać, a to, co do tej pory wydawało się nam w ich zachowaniu bezsensowne, irytujące i niezrozumiałe, stanie się całkiem oczywiste, jak na "chłopski rozum" przystało.

2 komentarze:

  1. Duzo na ten temat rozmyslalam i duzo o tym z mezem rozmawialismy! Wychowanie czlowieka to ogromna odpowiedzialnosc, chcialabym miec zasluge w dostarczaniu światu dobrych mezczyzn ;) Na pewno kupie te ksiazke. Czuje, ze mi sie przyda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli to jednak aktualny temat:) Też sporo o tym rozmyślam, a odkąd obserwuję inne mamy i siebie pod kątem podejścia do swojego syna jako przyszłego mężczyzny, to wydaje mi się, że chłopcy od początku nie mają łatwo ;) Książkę polecam! Pomogła mi trochę wyluzować z oczekiwaniami wobec synka i pojąć, że ta jego irytująca hałaśliwość i rzucanie przedmiotami to całkiem zdrowy objaw:)

    OdpowiedzUsuń