wtorek, 23 grudnia 2014

(Nie)magiczne święta Bruegela

Co roku narzekamy, że Święta Bożego Narodzenia nie są już takie jak kiedyś. Fakt, jeśli brokatowy Mikołaj i świecące renifery migoczą do nas przyjaźnie już od dobrych kilku tygodni, a my nadal nie czujemy magii świąt to coś musi być na rzeczy. Skarżymy się więc na komercjalizację świąt, zerwanie z tradycją, ale problem bożonarodzeniowej pustki pojawił się już dużo wcześniej, co świetnie widać na dwóch okolicznościowych dziełach Piotra Bruegela starszego.

P. Bruegel st., Spis powszechny w Betlejem, 1566 r.

Piotr Bruegel (starszy) słynie przede wszystkim z genialnych pejzaży ukazujących typowe niderlandzkie widoczki, w które niekiedy wplatał nie rzucające się w oczy sceny mitologiczne (słynny upadek Ikara) lub religijne. Jak to zwykle w renesansowym malarstwie północnej Europy, malarstwo Bruegela wygląda do bólu realistycznie, nie znaczy to jednak, że zrywa z symboliką. Przeciwnie - odkrycie znaczenia fotograficznie oddanych, niby zwyczajnych detali robi na nas jeszcze większe wrażenie, a "filmowa" perspektywa obrazów Bruegela to nie tylko okazja do pokazania przyrody i typowych ludzkich zajęć, ale dodatkowy komentarz do ukrytych w zwyczajnej akcji niezwykłości.

P. Bruegel st., Spis powszechny w Betlejem (detal), 1566 r.

Nie inaczej jest z obrazem o tytule "Spis powszechny w Betlejem", który zatytułowany w inny sposób raczej nie wzbudziłby w nas żadnych religijnych skojarzeń. Na pierwszy rzut oka widzimy bowiem scenkę rodzajową: miasteczko jest zwyczajne, przygarbieni dorośli zajęci targaniem zakupów, ustawianiem się w kolejce, zabijaniem świń. Dzieci  zabawiają się na ślizgawce, a zwierzęta plączą w tłumie. Widać nawet miejscami puszysty, gdzie indziej brudny śnieg i czerwonawe zachodzące słońce o bladym świetle - wszystko jak zawsze o tej porze roku.

P. Bruegel st., Spis powszechny w Betlejem (detal), 1566 r.

Na pierwszym planie zauważyć można mężczyznę z ciesielskim narzędziami, prowadzącego osła z siedzącą na grzbiecie kobietą odzianą w płaszcz - nikt nie zwraca uwagi na Józefa i brzemienną Maryję. Sami nie dostrzeglibyśmy ich gdyby nie tytuł obrazu. Cud przechodzi niezauważony, a życie toczy się dalej, o czym mają nam przypominać wyeksponowane przez artystę wielkie koła wozów.

P. Bruegel st., Pokłon Trzech Króli, 1564 r.

Drugą "specjalizacją" Bruegela były scenki rodzajowe, będące w istocie gorzką w wymowie satyrą na ludzkie słabości. I oto znany w sztuce temat Pokłonu Trzech Króli: Dzieciątko przyszło już na świat i zostaje mu oficjalnie objawione, a mędrcy z różnych stron świata na czele niekończącego się orszaku, oddają hołd Królowi. Tu jednak realizm Bruegela kłuje w oczy jeszcze bardziej niż poprzednio. Zamiast dostojnych arystokratów i pełnych czci, dwornych poddanych widzimy zbiegowisko brzydkich gapiów, wlepiających wzrok wszędzie gdzie popadnie. 

P. Bruegel st., Pokłon Trzech Króli (detal), 1564 r.
P. Bruegel st., Pokłon Trzech Króli (detal), 1564 r.

Dzieciątko zamiast unosić dłoń w geście błogosławieństwa, kurczy się wystraszone tłumem obcych. Nieco bystrzejsi spośród przybyłych oceniają raczej wartość podarunków niż podziwiają "Pana niebiosów", podobnie zresztą jak trzej mędrcy rozglądający się niepewnie dookoła lub z samozadowoleniem kontemplujący własną hojność. Nikt spośród sterczących nad Jezusem i Maryją nie dostrzega czegoś, co byłoby godne ich zachwytu. Lada moment będzie po wszystkim. Zero magii, "radosnych i ciepłych" świąt.

Oby tegoroczne Święta Bożego Narodzenia zaspokoiły wszelkie "magiczne" tęsknoty, życzę wszystkim i sobie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz