Temat macierzyństwa to w malarstwie jeden z najczęściej podejmowanych, ale w niełatwym życiu Stanisława Wyspiańskiego nabrał szczególnego znaczenia. Pośród tajemniczych i niepokojących wizji, cykl
portretów ukazujących żonę i dzieci to prawdziwa oaza spokoju i
ciepła.
 |
| Macierzyństwo, 1899 r., wł. prywatna |
Źródeł inspiracji tym tematem trzeba szukać w dzieciństwie Wyspiańskiego. Matka Joanna Rogowska, z pochodzenia mieszczka, kochała poezję i muzykę. Odrzucała kolejnych adoratorów, twierdząc, że "czeka na artystę". Doczekała się Franciszka Wyspiańskiego. Ojciec Stanisława był już znanym w środowisku artystycznym, dobrze zapowiadającym się rzeźbiarzem o dużych ambicjach. Relacje między małżonkami szybko się popsuły. Franciszek rozgoryczony koniecznością porzucenia działalności czysto artystycznej na rzecz utrzymania rodziny, zaczął regularnie zaglądać do kieliszka i znikać na kilka dni. Dla kobiety, która wymarzyła sobie fascynujące życie u boku twórczego i pełnego życia artysty był to oczywisty cios. Całą swoją miłość, wszystkie pragnienia i tęsknoty opuszczona kobieta przelała na maleńkiego Stasia, który po śmierci młodszego brata, stał się dla niej jedyną ostoją.
 |
| Macierzyństwo, 1903 r. |
Ich bliska relacja nie trwała długo. Matka zmarła na gruźlicę, gdy Staś miał siedem lat. Dla chłopca była to najtragiczniejsza chwila w życiu, która
zaważyła na ukształtowaniu jego psychiki i stosunek do ludzi. Faktycznie osierocony, cztery następne lata spędził ze zobojętniałym ojcem alkoholikiem. Nauczyciele małego Wyspiańskiego wspominali, że nie uczestniczył w zabawach i nie uśmiechał się. Większość czasu spędzał w swoim pokoju na nauce, rysowaniu i rozmyślaniu. Uczucie samotności i opuszczenia wśród ludzi towarzyszyło mu już do końca życia.
Z zachowanej korespondencji Wyspiańskiego znane jest tylko jedno wspomnienie matki:
„Jakiego wtedy doznawałem uczucia słysząc to. Bo ja sobie
przypominałem w tej chwili że nie byłem taki dla mojej matki... że
byłem za mały wtenczas, aby umieć okazać jej czułość... że ja
wtenczas już odlatywałem daleko i goniłem sam już nie wiem za
jakimi fantazjami... A później, gdy mógłbym okazać dzisiaj moją
czułość całą i moją miłość, to już nie mam komu. Bo
mi się wtedy zdawało, gdy patrzyłem na twego brata, że tylko
matkę można tak kochać, i jakże zazdrościłem mu, kiedy
słyszałem, jak Wuj po chwili namysłu odpowiadał: „A bo wiesz,
Joasiu, jak też ona swego Stasia kocha.” O to mi się na płacz
zbierało bo sobie przypominałem, że i mnie tak moja mama
kochała... a ja tego uczucia nie rozumiałem wtedy. […] A to dla mnie już na zawsze przepadło.”
 |
| Śmierć matki, 1894 r. |
Po kilku młodzieńczych miłościach i niezliczonych "miłosnych epizodach" w czasie pobytu w Paryżu, w życiu Wyspiańskiego pojawiła się kobieta, a wraz z nią szansa na ukojenie trosk.
Teofila Pytko wcześnie opuściła
rodzinną wieś udając się do Krakowa w poszukiwaniu zarobku. Tam
zaszła w niechcianą ciążę, a przed samobójczym skokiem do Wisły
powstrzymał ją według relacji właśnie młody Wyspiański.
 |
| Macierzyństwo, 1902, MN Warszawa |
Pytkówna wkrótce została matką dwójki dzieci Wyspiańskiego, trzecie przyszło na
świat już po ich cichym ślubie, który wywołał w Krakowie
skandal i nie poszło o mezalians, bo śluby krakowskich
inteligentów z chłopkami były wówczas w modzie, ale o to, że
wrażliwy i delikatny Wyspiański i ta duża, nieokrzesana kobieta
stanowili wyjątkowo niedobraną parę.
 |
| Portret artysty z żoną, 1904 r., MN Kraków |
Przyjaciele artysty nie znosili
jej za prostactwo i opryskliwość, on zaś skrupulatnie
maskował wpadki żony na każdym kroku. Co go
urzekło w tej niezbyt urodziwej chłopce do dziś nie jest
jasne. Podobno lubił słuchać jak opowiada i śpiewa ludowe
przyśpiewki i cenił jej nieskażony prymitywizm. Czy to wystarczyło, żeby uczynić z niej towarzyszkę życia?
 |
| Macierzyństwo, 1904 r. |
Dla Wyspiańskiego nie mogła być ani muzą, ani partnerką intelektualną, ani też obiektem romantycznych weschtnień, była za to na pewno ucieleśnieniem żywotnej, opiekuńczej siły macierzyńskiej. Jej właśnie poświęcił przepiękny cykl obrazów. Wykonane techniką pastelową portrety dzięki czystym, umiarkowanym barwom i śmiałym kadrom sprawiają, że czas i tożsamość osób przestają być ważne, a portrety nabierają uniwersalnego znaczenia. Teofila - prosta kobieta o grubych i surowych rysach, staje się ideałem matki, która wraz z wtulonym w jej ciało ufnym dzieckiem tworzy doskonałą jedność. Wyraz zachwytu nad bezinteresowną miłością i rozczulająca bliskość dwojga bohaterów musiały budzić w ciężko już chorym artyście własne wspomnienia za tym co "już na zawsze przepadło" i wypełniać dręczącą go pustkę po wcześnie utraconej matce.
Proszę o więcej :-)
OdpowiedzUsuńWzruszająca historia. Dzięki za przypomnienie jak ważne jesteśmy dla naszych dzieci.
OdpowiedzUsuńTak, szczególnie widać to w życiorysach wielkich twórców. Dziękuję za odwiedziny:)
Usuń