poniedziałek, 23 września 2013

Macierzyństwo Wyspiańskiego


Temat macierzyństwa to w malarstwie jeden z najczęściej podejmowanych, ale w niełatwym życiu Stanisława Wyspiańskiego nabrał szczególnego znaczenia. Pośród tajemniczych i niepokojących wizji, cykl portretów ukazujących żonę i dzieci to prawdziwa oaza spokoju i ciepła. 

 

macierzyństwo w sztuce
Macierzyństwo, 1899 r., wł. prywatna
Źródeł inspiracji tym tematem trzeba szukać w dzieciństwie Wyspiańskiego. Matka Joanna Rogowska, z pochodzenia mieszczka, kochała poezję i muzykę. Odrzucała  kolejnych adoratorów, twierdząc, że "czeka na artystę". Doczekała się Franciszka Wyspiańskiego. Ojciec Stanisława był już znanym w środowisku artystycznym, dobrze zapowiadającym się rzeźbiarzem o dużych ambicjach. Relacje między małżonkami szybko się popsuły. Franciszek rozgoryczony koniecznością porzucenia działalności czysto artystycznej na rzecz utrzymania rodziny, zaczął regularnie zaglądać do kieliszka i znikać na kilka dni. Dla kobiety, która wymarzyła sobie  fascynujące życie u boku twórczego i pełnego życia artysty był to oczywisty cios. Całą swoją miłość, wszystkie pragnienia i tęsknoty opuszczona kobieta przelała na maleńkiego Stasia, który po śmierci młodszego brata, stał się dla niej jedyną ostoją.



macierzyństwo w sztuce
Macierzyństwo, 1903 r.
Ich bliska relacja nie trwała długo. Matka zmarła na gruźlicę, gdy Staś miał siedem lat. Dla chłopca była to najtragiczniejsza chwila w życiu, która zaważyła na ukształtowaniu jego psychiki i stosunek do ludzi. Faktycznie osierocony, cztery następne lata spędził ze zobojętniałym ojcem alkoholikiem. Nauczyciele małego Wyspiańskiego wspominali, że nie uczestniczył w zabawach i nie uśmiechał się. Większość czasu spędzał w swoim pokoju na nauce, rysowaniu i rozmyślaniu. Uczucie samotności i opuszczenia wśród ludzi towarzyszyło mu już do końca życia.




Z zachowanej korespondencji Wyspiańskiego znane jest tylko jedno wspomnienie matki:

Jakiego wtedy doznawałem uczucia słysząc to. Bo ja sobie przypominałem w tej chwili że nie byłem taki dla mojej matki... że byłem za mały wtenczas, aby umieć okazać jej czułość... że ja wtenczas już odlatywałem daleko i goniłem sam już nie wiem za jakimi fantazjami... A później, gdy mógłbym okazać dzisiaj moją czułość całą i moją miłość, to już nie mam komu. Bo mi się wtedy zdawało, gdy patrzyłem na twego brata, że tylko matkę można tak kochać, i jakże zazdrościłem mu, kiedy słyszałem, jak Wuj po chwili namysłu odpowiadał: „A bo wiesz, Joasiu, jak też ona swego Stasia kocha.” O to mi się na płacz zbierało bo sobie przypominałem, że i mnie tak moja mama kochała... a ja tego uczucia nie rozumiałem wtedy. […] A to dla mnie już na zawsze przepadło.” 


macierzyństwo w sztuce
Śmierć matki, 1894 r.

Po kilku młodzieńczych miłościach i niezliczonych "miłosnych epizodach" w czasie pobytu w Paryżu, w życiu Wyspiańskiego pojawiła się kobieta, a wraz z nią szansa na ukojenie trosk.

Teofila Pytko wcześnie opuściła rodzinną wieś udając się do Krakowa w poszukiwaniu zarobku. Tam zaszła w niechcianą ciążę, a przed samobójczym skokiem do Wisły powstrzymał ją według relacji właśnie młody Wyspiański.

macierzyństwo w sztuce
Macierzyństwo, 1902, MN Warszawa

Pytkówna wkrótce została matką dwójki dzieci Wyspiańskiego, trzecie przyszło na świat już po ich cichym ślubie, który wywołał w Krakowie skandal i nie poszło o mezalians, bo śluby krakowskich inteligentów z chłopkami były wówczas w modzie, ale o to, że wrażliwy i delikatny Wyspiański i ta duża, nieokrzesana kobieta stanowili wyjątkowo niedobraną parę. 

Portret artysty z żoną, 1904 r., MN Kraków
Przyjaciele artysty nie znosili jej za prostactwo i opryskliwość, on zaś skrupulatnie maskował wpadki żony na każdym kroku. Co go urzekło w tej niezbyt urodziwej chłopce do dziś nie jest jasne. Podobno lubił słuchać jak opowiada i śpiewa ludowe przyśpiewki i cenił jej nieskażony prymitywizm. Czy to wystarczyło, żeby uczynić z niej towarzyszkę życia? 


macierzyństwo w sztuce
Macierzyństwo, 1904 r.

Dla Wyspiańskiego nie mogła być ani muzą, ani partnerką intelektualną, ani też obiektem romantycznych weschtnień, była za to na pewno ucieleśnieniem żywotnej, opiekuńczej siły macierzyńskiej. Jej właśnie poświęcił przepiękny cykl obrazów. Wykonane techniką pastelową portrety dzięki czystym, umiarkowanym barwom i śmiałym kadrom sprawiają, że czas i tożsamość osób przestają być ważne, a portrety nabierają uniwersalnego znaczenia. Teofila - prosta kobieta o grubych i surowych rysach, staje się ideałem matki, która wraz z wtulonym w jej ciało ufnym dzieckiem tworzy doskonałą jedność. Wyraz zachwytu nad bezinteresowną miłością i  rozczulająca bliskość dwojga bohaterów musiały budzić w ciężko już chorym artyście własne wspomnienia za tym co "już na zawsze przepadło" i wypełniać dręczącą go pustkę po wcześnie utraconej matce.






3 komentarze:

  1. Wzruszająca historia. Dzięki za przypomnienie jak ważne jesteśmy dla naszych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, szczególnie widać to w życiorysach wielkich twórców. Dziękuję za odwiedziny:)

      Usuń