Ciąża to okres, w którym kobieta doświadcza całej palety uczuć i
stanów — od radości, euforii i harmonii z otaczającym światem po złość i
głęboki smutek. Dopóki matczyny nastrój nie ustabilizuje się w
pierwszych tygodniach po porodzie, kobiece zachowania mogą być całkiem
sprzeczne i nieprzewidywalne.
![]() |
| Mistrz MS, Nawiedzenie, 1506 r. |
Dopóki większość scen w sztuce poruszała tematykę religijną, najczęściej pokazywaną matką była Matka Boża.
Nie znaczy to jednak, że te obrazy były dalekie od codziennego życia
zwykłych mam. Bardzo często przedstawiana scena z życiorysu Matki Bożej
doskonale oddaje stan podniecenia i podekscytowania, który towarzyszy
oczekiwaniu na potomka. Obrazy „Nawiedzenie św. Elżbiety”
ukazują nie jedną, a dwie ciężarne kobiety, które zwykle obejmują się, z
czułością dotykają swoich brzuchów i patrzą sobie głęboko w oczy.
Elżbieta wyczuwa ruchy swojego dziecka, które wierci się, czując
obecność małego Jezusa. W tej scenie bardziej niż zaokrąglony brzuch
rzucają się w oczy emocje kobiet, ich radość i porozumienie, które nie
wymaga żadnych słów. Te obrazy mogą być bliskie wszystkim ciężarnym
mamom, które lubią się dzielić poradami, wsparciem i własnym
doświadczeniem.
![]() |
| Albertinelli Mariotto, Nawiedzenie,1506 r |
Z czasem popularne stały się portrety osób świeckich malowane na zamówienie, które miały informować widza o statusie społecznym, aspiracjach i wartościach wyznawanych przez ich zleceniodawcę. Najbardziej znanym, a do tego prawdziwym arcydziełem, jest obraz Jana van Eycka „Portret małżeństwa Arnolfinich”. Patrząc na to dzieło, niemal od razu zauważamy słynny ciążowy brzuszek pani Arnolfini, który do dziś budzi wśród historyków sztuki wiele sporów. Ciąża mogłaby wskazywać, że obraz jest idealnym przedstawieniem całkiem zamożnego, młodego małżeństwa z XV wieku, jednak w rzeczywistości sprawa nie jest taka prosta. Wielu sądzi, że pani Arnolfini wcale nie jest w ciąży, tylko w bardzo modnej w tamtych czasach sukni podkreślającej brzuch. Jednak nawet jeśli byłaby w ciąży, to obraz przedstawia scenę małżeńskiej przysięgi, a więc dziecko musiałoby być poczęte jeszcze przed ślubem. Pies u nóg pary symbolizuje małżeńską wierność, jednak w zwierciadle umieszczonym na ścianie widać dokładnie odwzorowane pomieszczenie, ale bez psa… Czyżby jedno z małżonków było niewierne? Na ścianie malarz umieścił podpis: „Jan van Eyck tu był”, co w tej sytuacji brzmi dwuznacznie. Pewnie nigdy nie dowiemy się prawdy na temat ciąży pani Arnolfini, ale również w naszych czasach często można odnieść mylne wrażenie na widok kobiety w ciąży.
![]() |
Jan van Eyck, Portret małżeństwa Arnolfinich, 1434 r.
|
Chyba najbardziej poruszającymi scenami związanymi z uczuciami oczekującej na dziecko kobiety są obrazy Fridy Kahlo.
Jej życie, pełne namiętności, cierpienia i skandali, fascynuje do dziś,
nawet tych, którzy nie mają wielkiego pojęcia o sztuce. Jednym z wątków
twórczości Fridy, nierozerwalnie związanym z jej biografią, jest
niespełnione pragnienie bycia matką. W 1925 roku doszło do tragedii.
Artystka stała się ofiarą zderzenia autobusu i tramwaju, w wyniku
którego doznała licznych obrażeń m.in. przebicia macicy. Przez
uszkodzenie kręgosłupa Frida do końca życia musiała nosić ponad
dwudziestokilogramowy gorset ortopedyczny, a każda jej ciąża kończyła
się poronieniem. Praca pomagała Fridzie przeżyć żałobę po dzieciach i w
jakiś sposób zaspokajała instynkt macierzyński. W swoim dzienniku
zapisała: „Malarstwo wypełniało moje życie. Straciłam trzech
nienarodzonych synów. Obrazy zastępowały mi dzieci. Wierzę, że nie ma
niczego lepszego niż praca”. Frida nie miała szans na macierzyństwo, ale
była wyjątkowo płodną artystką. Czy jej kariera potoczyłaby się równie
błyskotliwie, gdyby wiodła spokojny żywot spełnionej matki?
![]() |
| Frida Kahlo, Mój poród, 1932r. |
![]() |
Frida Kahlo, Henry Ford Hospital, 1932r.
|





Pan z portretu małżeństwa Arnolfinich przypomina mi Vladimira Putina, a obrazy Fridy nigdy jakoś do mnie nie przemawiały:).
OdpowiedzUsuńHahaha, faktycznie! :D
UsuńOsobiście też nie przepadam za twórczością Kahlo, bo w ogóle nie przepadam za rzucaniem swoimi wnętrznościami w widza, ale cóż, im sztuka bliższa współczesności, tym mniej liczą się pewne reguły. Z drugiej strony, to chyba jedyne sceny porodu jakie znam, namalowane przez kobietę, która ten poród przeżyła...
Ja w ogóle nie przepadam za sztuką współczesną, nie przemawia do mnie jakoś. Może po prostu jej nie rozumiem? Nie ma to jak klasyczni mistrzowie, ale to już jest temat na osobną notkę!
UsuńPowiem Ci, że ja też nie przepadam za współczesną, chociaż może co nie co do mnie z niej dociera:) Zdecydowanie wolę język sztuki dawnej. Większość przykładów mamy w sztuce na tym blogu to dawni mistrzowie:)
UsuńKahlo ma niezłą wizję porodu. Kopara mi opadła ale obrazy nawet ciekawe :)
OdpowiedzUsuńKahlo dosadnie przedstawiała na obrazach swoje doświadczenia, a że te porodowe miała jakie miała, to i obrazy nie są przyjemne:/
UsuńNo, powiedziałabym, że hardcore ten poród. Niby sama brałam (bardzo!) czynny udział w takim jednym (;)), ale pamiętam wszystko nie od tej strony...uff.
OdpowiedzUsuńWszystkie dzieci Fridy urodziły się martwe i siebie w momencie porodu też namalowała jako nieżywą, pewnie dlatego obraz robi duże wrażenie.
OdpowiedzUsuń